Mieć czy być? [ZAPOWIEDŹ]
Mieć czy być? [ZAPOWIEDŹ]
Nadszedł czas, gdy śmiało możemy stwierdzić, że do końca sezonu pozostało dziesięć finałów. Dla Korony Kielce pierwszym z nich będzie wyjazdowe starcie z Pogonią Szczecin w ramach 25. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Zwycięstwo w tym spotkaniu może ważyć zdecydowanie więcej niż „tylko” trzy punkty.
Podobno nie można mieć ciastka i zjeść ciastko. A co ma większą wartość? Lepiej jedynie zadowalać się apetycznym wyglądem słodkiej przekąski czy zaspokoić swoje pragnienie i bezceremonialnie ją schrupać? Odpowiedź wydaje się nader oczywista. W futbolu sprawa wygląda niemal identycznie. Na koniec lepiej wygrać i zgarnąć pełną pulę, niż zostając z pustymi rękami, pocieszać się tym, że mimo wszystko gra wyglądała przyjemnie dla oka.
Oczywiście da się to połączyć, ale to żmudny proces, obwarowany wieloma warunkami. Najczęściej chłodny pragmatyzm bierze bowiem górę nad polotem i fantazją, a efektywność nad efektownością. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy determinują to okoliczności. Za wrażenia estetyczne punktów nikt nie przyznaje. Przed tygodniem w domowej potyczce z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza najważniejsza była wygrana, którą udało nam się zanotować i wziąć głęboki oddech przed kolejnymi wymagającymi ligowymi wyzwaniami.
Wyjazdowa konfrontacja z Pogonią Szczecin z pewnością takowym będzie. A fakt, że Portowcy zajmują obecnie 14. miejsce w tabeli z dorobkiem 31 punktów i tylko dwoma „oczkami” przewagi nad strefą spadkową, będzie dla nich dodatkową motywacją. Ponadto Pogoń świetnie czuje się na własnym boisku, co odzwierciedla fakt, że w swoich ostatnich 31 meczach jako gospodarz zdobyła łącznie 70 punktów (śr. 2,26 pkt./mecz).
– Chcemy zobaczyć Koronę powtarzalną. Taką, która gra cierpliwie, kompaktowo i jest skuteczna. Chcemy się do tego zbliżyć, ale nie porównujemy tego meczu do meczów w Warszawie, Radomiu, w Lublinie czy gdziekolwiek indziej, bo to będzie zupełnie inne spotkanie. Musimy się wznieść na bardzo wysoki poziom, żeby myśleć o korzystnym wyniku w Szczecinie – powiedział Jacek Zieliński na przedmeczowej konferencji prasowej.
Trzeba jednak przyznać, że Złocisto-Krwiści w rundzie wiosennej dobrze radzą sobie w delegacji. Poza porażką z Motorem w Lublinie, triumfy z Legią w Warszawie i Radomiakiem w Radomiu należy zaklasyfikować jako niezwykle cenne zdobycze na trudnych terenach. Biorąc natomiast pod uwagę pięć naszych ostatnich rywalizacji wyjazdowych, zainkasowaliśmy w nich 10 punktów, więc można powiedzieć, że mamy patent na psucie humorów gospodarzom.
– Myślę, że Korona jest podobna do reszty innych drużyn, z którymi już graliśmy. Zmierzymy się z silnym zespołem, mocnym przy stałych fragmentach gry, dobrze broniącym własne pole karne i ogólnie posiłkującym się wieloma dośrodkowaniami. Indywidualnie również mają dobrych, szybkich zawodników. Nie powiem, że jest 50 na 50, bo gramy u siebie, ale będzie to wyrównany pojedynek – skomentował Thomas Thomasberg, szkoleniowiec Dumy Pomorza.
Na sytuację kadrową przed poniedziałkowym spotkaniem narzekać nie możemy. Poza Konradem Matuszewskim, który jest już na finiszu rehabilitacji po kontuzji mięśnia dwugłowego uda, wszyscy są zdrowi i gotowi do gry. W obozie rywala za nadmiar żółtych kartek pauzował będzie Hussein Ali, a za czerwoną, obejrzaną w starciu z Widzewem Łódź – Kellyn Acosta. Oprócz tego zabraknie Linusa Wahlqvista, który niedawno naderwał więzadło poboczne w kolanie. Z kolei Kamil Grosicki czuje się już lepiej, ale jego występ nadal stoi pod znakiem zapytania.
W tym sezonie popularny piłkarski frazes „liga będzie ciekawsza” z każdym kolejnym tygodniem nabiera głębszego znaczenia. Bo gdy tabela sukcesywnie się spłaszcza, a różnice punktowe są minimalne, nagłych zwrotów akcji można spodziewać się w każdej chwili. Dlatego też na finiszu rozgrywek największą cnotą będzie regularność, a największym wygranym najregularniejszy… spośród wszystkich najbardziej nieregularnych.
Po kolejne wyjazdowe zwycięstwo – DO BOJU, KORONO!